KOBIETA W MASK SHEET SKIN79 - SERIA ZWIERZAKOWA , OWOCOWA I BANKIETOWA - SNAIL NUTRITION I SYNAKE
Zabawne Mask sheety SKIN79 to zapewne faworyt takich miłośniczek "hello kitty designu" - jak ja :D . Wiedziałam, że muszę je mieć jak tylko je zobaczyłam :D
A czemu? bo są przeurocze, dowcipne i sam ich widok poprawia mi nastrój ^^, a do tego bardzo dobrze sprawdzają się w swoim zadaniu pielęgnującym.
Mask sheety w Azji to taki urodowy "MUST HAVE" są tak naturalnym etapem pielęgnacji jak mycie zębów - istnieją mask sheety na każdy dzień tygodnia . Maseczki w płachcie skierowane na określoną okolicę - na same "paluszki", lifingujące na "V' shape linię żuchwy bo taki jest kanon piękna w Azji ( najśmieszniejsze są "staniki" na twarz, aby to osiągnąć , albo maski ala hanibal lecter xD - oj Azjatki nie lubią podwójnych podbródków i obwisłych chomiczków!) , na oczy "Butterfly eyes" lub nawet na piersi ( podobno efekt push-up - choć u mnie raczej szans na zadziałanie by nie miały xD, bo zwyczajnie nie ma czego unosić , choć MENż pociesza mnie , że najlepiej się pieści co się w dłoni mieści ;p) .
Wiecie co jest najpiękniejsze w Azjatyckich kosmetykach?
Ano to, że NIE są skierowane do OKREŚLONYCH GRUP WIEKOWYCH, a są ukierunkowane NA DANY PROBLEM ( nawilżenie, przeciwstarzeniowo, liftingująco, wybielająco itp.). W ten sposób producenci "nie zawężają sobie" grupy docelowej - u nas istnieje MIT , że jak będziesz używać kosmetyków 50+ to skóra się przyzwyczai i co jak będziesz koło tego 50+?
Dziewczyny NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO - nasz organizm nie jest głupi ;p i jemu nie robi różnicy czy wzięłaś krem 30,40 a nawet 60+ , go interesują pierwiastki, substancje aktywne, witaminki i wszystko to co mu się przyda w danym momencie aby zachować równowagę. Jeżeli tego nie potrzebuje to nie weźmie - skóra zawsze dostaje najmniej, bo w kolejce po "dobrodziejstwa" jest ostatnia , a nie ma niestety możliwości magazynowania na zapas.
Dlatego z pomocą przychodzą Mask sheety - maski w płachcie. Lubię je bo uważam , że jest z nimi o wiele mniej roboty niż z klasycznymi maseczkami. Nie zapychają moich chimernych worów ( powiedziałam worów? no przecież myślałam "porów" ;p ) , nie zostawiają uczucia tłustości na twarzy . Nawilżenie ? BOSKIE! Jak założysz na oczyszczoną twarz mask sheeta i zostawisz na 20-30 min wieczorem, a potem z twarzą nic nie będziesz robić przez cały dzień to nie będziesz mieć uczucia ściągnięcia - próbowałam ;p mam takie zboczenie rodem z Azji co się nazywa "DZIEŃ BEZ KOSMETYKÓW" a tak , żeby skóra seee odpoczęła jak w trójpolówce ,żebym potem mogła ją sobie zaoorać ;D NO I SĄ MEGA HIGIENICZNE - zasada otwieram hermetyczne opakowanie i aplikuję na umytą twarz , a potem bez skrupułów wyrzucam - adios! Hello Kittysie żegnają się! ( i teraz wjeżdża ten słonio-trąbo-bucząco- odkurzacz ;p)
Jeżeli macie problem ze suchą skórą polecam Wam terapię uderzeniową - przez Tydzień zakładajcie raz dziennie mask sheeta :) zróbcie zdjęcie skóry na czole "przed" i "po" 7 dniach :) - widok bezcenny , a skóra zadowolona!
Trzeba przyznać, producenci prześcigają się w ich dizajnie - najpiękniejsza maseczka w płachcie jaką widziałam była wykonana z koronki - ołłl normalnie jak ją zobaczyłam rozpłynęłam się ( wyobrażacie to sobie jaka podwójna korzyść - pielęgnacja twarzy i romantyczny wieczór z MENżem ^^.... ) Niestety nie wiem co za firma wyprodukowała takiego cudaka, bo widziałam na filmiku oczywiście autorka już ściągnęła opakowanie ( NIEDOBRAAA!!!).
Choć uważam , że zwierzakowe i owocowe grafiki na maseczkach SKIN79 są bardzo udane - interesujące, ale nieprzesadne ( mogliby wyprodukować taką z Hello Kitty ^^) Bardzo umilają pielęgnację :D , a niekiedy nawet pokazują cechy właściciela...
poniżej MAŁPA :D
Jak coś chcę to słodki "Kotecek":
A jak jestem na etapie "kochanie nie dzisiaj jestem chora ;p" to zombie-panda xD
Kiedy mam ochotę na coś słodkiego: truskaweczka
Jak jestem jak kwiat róży tylko łeb mam za duży ;p - arbuz
No i kiedy mam kwaśną minę w stylu "bo ja jestem księżniczką ;p ": grant
Nieskromnie powiem , że używałam wielu mask sheetów i uważam te ze SKIN79 jako jedne z lepszych, które miałam.
Mask sheet mask sheetowi nierówny - niestety. Dlatego warto próbować i kombinować, który jest w Waszej ocenie najlepszy. Kiedy stosuje się różne maski od różnych firm nabiera się czegoś co na języku polskim nazywano "polifonią" czyli różne punkty widzenia. Na takiej podstawie mam kilka swoich własnych kryteriów, których się trzymam - choć moja testerska duszyczka nakazuje mi i tak spróbować nawet jeżeli wiem, że może to by szajs na kółkach - ale nie ma to jak poczuć coś na własnej skórze ;p
Po pierwsze na jaki problem jest skierowana - to jest podstawowe pytanie , tak jak mówiłam w Azji nie ma czegoś takiego jak maski skierowane na określony wiek. I jaki jest jej skład - wystrzegajcie się parabenów, parafiny, mineral oil i formaldehydu ( zarówno zwierzaki jak i owocki są wolne od tego typu "NIEprzyjemności")
Angry CAT :
Dark Panda:
Dry MONKEY:
Pomegranate Girl:
Watermelon Girl:
Strawberry Girl:
Dry Monkey - silnie najwilżająca ( clue składniki : kwas hialuronowy, kwiat lotosu i kakowiec)
Angry Cat - kojąco-nawilżająca ( aloes , drzewo herbaciane, winogrono i kwiat lotosu) - szczerze mówić pod względem grafiki jak i działania to mój faworyt ;p
Dark Panda - wcale nie jest taka dark bo jej zadaniem jest wybielanie ( niacynamid - b3) - osobiście najmniej przypadła mi do gustu ( moja skóra jakoś nie lubi się ze składnikami wybielającymi - niacynamid może podrażniać wrażliwsze cery)
Generalnie cała seria owocowa ma zadanie antyoksydacyjne :) są bogate w witaminy i przeciwutleniacze :) dodatkowym bonusem jest oczywiście dobre nawilżenie :)
Pomegranate Girl- jest moją ulubioną z tej serii - jako jedyna z wersji owocowej pachnie owocem , który reprezentuje czyli granatem ;p i tak jakoś podoba mi się ta korona ala grzywka ;D
Watermelon Girl- w ogóle nie pachnie niczym ;((
Strawberry Girl - też nie pachnie ;(
Każdy ze skinowych zwierzaków i owoców ma jakąś "misję (immposible)" i zadanie do spełnienia choć każda z nich ma wspólny mianownik - lekką wodnisto-żelową konsystencje o zapachu ( jak dla mnie) bardziej cytrusowym , która dobrze się wchłania bez uczucia tłustości, choć na początku można się trochę kleić, ale potem skóra jest mięciutka i gładziutka :) - DOBRZE nawilżona.
Po drugie zawsze CZYTAJCIE NA OPAKOWANIU z czego maska jest wykonana.
Wystrzegajcie się masek wykonanych z jakiś worków PCV - może po prostu odparzyć skórę na twarzy ( a nie jest to przyjemne) . Plastikowe siatki też jakoś nie są moimi faworytami ... ( lubią zostawiać wzorek na twarzy xD ) . Najbardziej lubię maseczki żelowe ( takie są właśnie maseczki z serii bankietowej , ale o tym później) i takie, które są bawełnianymi płatami - ale i tu mamy haczyk!
Płaty bawełniane mają różne grubości - zbyt grube źle się trzymają na twarzy i są za mało plastyczne ( maseczki z bielendy), a te za cienkie , kiedy wyjmujesz je z opakowania i rozkładasz zwyczajnie mogą się przedrzeć - tańsza wersja maseczek WHEN ( mówię o SIMPLY WHEN za 12zł - będzie o nich dodatkowy post ;) . Interesującym rozwiązaniem są też maski 3D ( miałam taką z PUREDERM) - są tak skonstruowane, że rozkładając je są jak origami :)
Wszystkie maseczki ze skina są wykonane z dobrej jakości bawełny - choć dobrze nasączone to nie przedzierają się jak się je rozkłada ( bo po wyjęciu z opakowania płachty są najbardziej podatne na uszkodzenia ) , grafika nie odbije się Wam na twarzy ;)) jak widzicie tu już są po zdjęciu i wyglądają tak samo jak przed założeniem choć są lekko wilgotne ( trzymam maseczki zwykle dłużej niż przepisowe 15-20min , u mnie to tak prawie godzina - lubię mieć świadomość, że składniki aktywne dobrze się wchłonęły ^^ )
Generalnie to nie patrzcie na to, że w okolicy nosa u mnie coś słabo przylegają xD - wynika to z anatomii mojego twarzyszcza - jak to mówi Moja Mamusia - udało mi się odziedziczyć po Tatusiu skocznię Małysza zamiast nosa i to w wersji mamuciej xD ( za to mój MENż ma nos cienki i zakrzywiony jak klamka od zakrystii ;p - łooo bosze aż strach się bać co wyjdzie z takiego połączenia nosów - " Pietruszka i ziemniaczek i wyjdzie nam buraczek xD" - twórczość własna w wersji Hello Kitty )
Po trzecie CZYM jest nasączona I JAK JEST nasączona. W naszych "zachodnich" mam głównie ten problem, że są po prostu zbyt "SUCHE" , albo nasączone czymś tłustym co nie chce za bardzo się wchłaniać, albo zostawia na twarzy smalec... Dobry płat to taki, że jak wyciągam go z opakowania to jest wyraźnie MOKRY , a nawet lekko , tak leciutko ociekający , dobrze też jeżeli konsystencja jest bardziej żelowa lub wodnisto-żelowa i większość nie zostaje w opakowaniu.
Pod tym względem wszystkie maski ze SKIN79 są rewelacyjne ( pisałam Wam o serii kolorowej TU!)
Z dużą ciekawością podchodziłam do maseczek z serii "bankietowej" . Produkty tego typu obiecują szybką , ale niestety krótką poprawę looku tuż przed jakimś ważnym wyjściem.
Zastanawiałam się jak jest z tymi skinowymi , bo do najtańszych nie należą ( zwierzaki i owoce kosztują 15zł na skin79-sklep.pl , a seria kolorowa 10zł ) - zarówno SYNake i Snail kosztują 20zł co jest sporo, ale jeszcze nieprzesadnie - jak w wypadku maseczek WHEN z It's skin prawie 40zł;(.
Przede wszystkim zaskakuje fakt, że opakowania są wyraźnie większe od klasycznych maseczek.
Kolejnym dla mnie szokiem i nawet przez chwilę się załamałam , bo zobaczyłam PLASTIK , ale okazało się, że jest to podwójne plastikowe zabezpieczenie żelowych masek. Mówię MASEK , bo potem okazało się, że składają się dwóch połówek na dolne i górne piętro twarzy. Na początku nie wiedziałam za bardzo co o tym sądzić, ale potem doszłam do wniosku,że to dobre rozwiązanie - nie musimy od razu wykorzystać całej maseczki - możemy np. założyć tylko w okolicę oczu lub ust.
Po obustronnym ściągnięciu typowo plastikowych zabezpieczeń - góra BIAŁA, dół PRZEZROCZYSTY , ukazuje nam się żelowa maska ale w sposób nietypowy - żelowe maski choć mają najlepsze dopasowania do twarzy ( w sensie przyleganie - nawet mój Małysz może oddać dobry skok :D to zwykle najłatwiej je uszkodzić - tych ze SKIN79 NIE DA SIĘ USZKODZIĆ , bo to siateczka pokryta żelem - sprytne ^^ i jakże wygodne :D
Jest w nich tylko jedna rzecz, która mnie irytuje - zbyt małe otwory na oczy i usta ( wiecie Azjatki nie mają zbyt dużych oczek i ustek , bo to nie murzynki i tu niestety czuć skąd pochodzi ten produkt ). Z drugiej jednak strony trzeba przyznać, że miałam dokładnie wypielęgnowany każdy centymetr ciała , a sądzę, że jest to efekt raczej pożądany :D
Synake - zwiera syntetyczny peptyd wchodzący w skład jadu świątynnej żmiji czyli wirgin-1 i jej zadanie jest głównie rozkurczające. Wirgin-1 to coś ala botoks-like ale na zewnątrz skóry i jej efekt jest krótkotrwały. NIe bójcie się nie wyżre Wam twarzy :D opracowano go w ten sposób, że nie drażni skóry twarzy , a rozkurcza jedynie mięśnie mimiczne ( nie ma żadnego palenia, drętwienia itp. samo noszenie maseczki jest przyjemne i ma zapach typowo cytrusowy.
Snail Nutrition to jak dla mnie doskonałe uzupełnienie regenerującego działania serii Snail :). Ma ten sam piękny perfumowany zapach ( bardziej nuta orientalna, jeżeli miałyście do czynienia z kremem BB snail nutrition to cała seria pachnie w ten sposób ) . Jeżeli mam być szczera to uważam, że cała seria Snail jest warta swojej ceny i są to produkty luksusowe , nie mam jeszcze tylko kremu ;P i czekam na jakąś promocję aby się w niego zaopatrzyć i wtedy napiszę wyczerpującego posta na temat serii Snail Nutrition - jest bardzo skuteczna w swojej regenerującej roli , a do tego ma przepiękne opakowania!
Podsumowując: Bardzo lubię mask sheety SKIN79 i na pewno będę do nich wracać :) , są oczywiście takie, do których będę wracać częściej - a więc Angry Cat i Pomegranate Girl ( 15zł za sztukę) , I'M Firming i I'm Puryfing z serii kolorowej ( 10zł za sztukę) , a moim "kluczem do piękności" i wspaniałym uzupełnieniem całej serii ślimakowej ze SKIN79 jest żelowa Maseczka SNAIL NUTRITION ( 20zł). Snail jest moim zdecydowanym faworytem - ze względu na to , że dzięki żelowej budowie najlepiej przylega do mojej twarzy , ma piękny zapach identyczny do całej ślimaczej serii i najlepiej radzi sobie z nawilżaniem, regenracją i skórnym "liftem" nic więc dziwnego, że nazwano ją "bankietową".
Wszystkie są dostępne na : skin79-sklep.pl - jest to sklep polskiego dystrybutora , obserwujcie też jego FB ze względu na to, że często odbywają się na nim rozdania i są ogłaszane promocje, a także recenzje poszczególnych produktów :)
Przypominam że do 1.11.2015 macie możliwość zdobyć u mnie w Rozdaniu każdą z wymienionych maseczek ^^ - ZAPRASZAM
