Haulownia - Berdeverownia :D Czyli "Sekrety Urody Koreanek" bez Koreanek :D



Czzzooo nie ma książki Charlotte Chooooo ? Oszukali nas ! :D hahaha żartowałam. Recenzji tu nie będzie xD.

Ostatnio błogosferę niczym prędkość światła obiegła książka Charlotte Cho "Sekrety Urody Koreanek" . Nie powiem, że nie ucieszyłam się na wieść o tym Świętym Gralu Azjato-świrów takich jak ja. Moją ciekawość potęguje fakt, że widziałam już i czytałam kilkanaście recenzji tej książki i mam wrażenie, że jestem napalona na nią do granic możliwości...

Zapewne każdy inteligentny zapyta - "Czemu jeszcze nie pobiegłaś jej kupić?" No właśnie...

Ano dlatego, że nie spodziewałam się czegoś takiego kiedy do Matki Boskiej Pieniężnej daleko... W sumie nawet bardzo xD . Żadne znaki na niebie i ziemi nie pokazywały mi tego cudu nad Wisłą, objawienia w Lourdes i wydarzenia na miarę odkrycia że Ziemia jest okrągła.

Normalnie moje kocie zmysły mnie oszukały ... xD Z drugiej strony od kilku dni jestem otępiała do granic możliwości i to pewnie dlatego xD . Jestem naprawdę pociągająca - zieloną flegmą i uporczywym kaszlem, jakbym się postarała mogłabym wykaszleć cały alfabet xD.

Na szczęście w zeszłym tygodniu przyszło moje Berdverowe zamówienie i zrobiłam sobie swoje własne "Sekrety Urody" w wersji Japońskiej i tak moi mili Państwo skorzystałam również z promocji na nowości Berdeverości czyli "koreańskie kosmetyki", ale na nie będę musiała poczekać ( na szczęścia Aga cierpliwa jak Matka Kalkuta z Teresy jest xD i dba o moją straconą duszyczkę ;D )

Jak zauważyliście  zamówienie jest "dziwne" to znaczy jest tylko częściowo jest standardową ofertą Berdever , w pozostałej stanowi moje prywatne zamówienie, które Aga realizowała specjalnie dla mnie . Czyli czytajcie - wysłuchała mojego zboczenia , a potem poszła do sklepu obfocić dla mnie wszystko i zrobić swatche ( zawsze podkreślam, że ma Anielską cierpliwość i Szatańskie usposobienie :D ) , na koniec jak to ona obdarowała mnie stadem Hello-gadżetów i masą ulubionego "kociego" żarcia xD ( wiecie dla mnie słodycze z zieloną herbatą to takie scubie-snacksy :D )


Po fenomenalnym różu z maquillage  Shiseido pisałam o nim <TUTAJ!>  mój apetyt zaostrzył się i to dość mocno i zapragnęłam czegoś więcej xD . Obwąchiwałam całą ofertę dostępną u Berdever, ale stwierdziłam, że boję się troszku inwestować w podkład w kamieniu ze względu na to, że na swatchach kolorki wyglądały dość <blado> , a ja bladziochem nie jestem ( no ale Aga znalazła na to radę i podesłała mi parę próbek xD . Miałam za to smaka na coś czego Berdever w regularnej ofercie nie miała  - czyli szminęcję ^^).


Aga najpierw podesłała mi link do Japońskiego Shiseido ( Shiseido dostępne na rynku "światowym") jest inne niż to dostępne w Japonii - jakby to powiedzieć na rynki światowe trafiają "mniej udane produkty", które raczej nie spełniają wysokich wymagań Japonek, no ale nasze już tak ;p.  I jak zwykle podpowiedziała mi co według niej jest godne uwagi ;p a potem ja pomarudziłam, że interesują mnie  odcienie nude i pomarańczowe ;p , a Aga oczywiście zrobiła dla mnie swatche i podkusiła jeszcze innym szminkowym maleństwem ;D , ale o nim za chwilę.


Maquillage choć swoją cenę ma, jest jej absolutnie warty - doskonałość precyzji wykonania opakowania łechce moje zmysły i wygląda absolutnie wyjątkowo! Wiecie jak się czymś takim wymaluję to nie czuję się jak koteł Hello Kitty , ale jak jakaś Syjamska kotka ( zawsze podobały mi się Syjamy :D choć podobno są mocno wredne xD - czyli tak jak ja ;D . Azjatyckie szminki mają odrobinę inną budowę niż nasze - zwykle są "smukłe" i wąskie , a ich końcówki nie mają naszego "szpiczaka" tylko są ścięte pod kątem . Jakby to powiedzieć dla mnie trochę przypominają cygaretkę modną u dam z wyższych sfer w dwudziestoleciu między wojennym.



Mój kolorek to  OR 221 i choć myślałam, że będzie "matowa" i bardziej czerwona to na ustach bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją kremową konsystencją z lekkim poblaskiem błyszczyka. Kolor jest odrobinę "ładniejszy" od moich naturalnych ust. Jak pomalowałam sobie nią usta uśmiechnęłam się sama do siebie , bo usta rzeczywiście wyglądały jak u Pani z reklamy z youtuba , która mówi złotą sentencję <feminin onna> (czyli kobieca dziewczyna ) . Usta wyglądają na lekko wilgotne , jędrne takie jak ta porzeczka, którą wcina modelka . Aplikacja? Dziecinnie prosta , maquillage jakby sam wiedział jak ma dopasować się ust . Zwykle mam problemy z tym, żeby "nie wyjechać" , a tu nie ma takiej opcji - wykazuje doustny tropizm i tylko doustny na szczęście.


Główną zaletą też jest to , że usta nie są po niej przesuszone a takie "jędrne" jak jabłuszka :D - hehehe wiem trochę dziwne skojarzenia ale ciągle się jaram tą szminencją ;p . Do tego trwałość - przyzwyczaiłam się, że  dla szminki nie istnieje pojęcie "trwałości" , bo generalnie - zostawiam ją na  kubku, zjadam z pierwszym kęsem śniadania lub wyfajdam nią Menża jak wychodzę do pracy.  Próbowałam wszystkie triki przedłużające trwałość szminki ,ale przedłużają tę szminkową "agonię" tylko na chwilę. Maquillage jasne wyciera się jak każda szminka , ale robi to zdecydowanie WOLNEJ , na tyle wolno i równomiernie, że muszę usunąć ją wieczorem olejem ^^) . Tak, tak -Azjatyckie szminki usuwamy albo dobrą dwufazą ( patrz  Bifesta) albo olejem - inaczej jest ciężko :D ( z całą ich "kolorówką" jest ciężko :D , żeby usunąć ją z twarzyszcza )


Druga szminka to Cofret D'ore z Kanebo ( OR 115). Nie macie skojarzenia z pierścionkami z Lilou? Ja mam :D I opakowanie chyba jeszcze bardziej mi się podoba niż Shiseido :D do tego Cofret była "trochę" tańsza, ale nie widzę jakiejś istotnej różnicy w jakości. Kształt, "grubość" , końcówka - wszystko to samo. Cofret wzięła się stąd , że Aga szukała na moje życzenie czegoś "pomarańczowego" i na swatchach i według Agi oka akurat Cofret najbardziej spełniał kryterium pomarańczowości :D . Jest to jednak też coś bardzooo subtelnego "na ustach" i jestem z niej też bardzo zadowolona ^^ . Główną różnicą między Cofret a Shiseido jest taka, że Cofret daje bardziej "pomarańczowe" wykończenie , choć również bardziej podkreśla mój naturalny kolor ust:)


Zdjęcie jest bez żadnych filtrów - tak na żywo wyglądają szminki na dole jest Cofret d'or ( OR115) u góry Shiseido Maquillae ( OR 221) . Mimo wszystko na żywo Maquillage bardziej wpada w czerwień na ustach choć praktycznie tego nie widać - po prostu podbija naturalny kolor. Cofret d'ore Kanebo jakość ma podobną choć jest znacznie tańszy ( Kanebo to "dziecko" Shiseido ;) , osobiście powiem, Wam szczerze, że następnym razem kupię jednak Cofret - bardziej podoba mi się opakowanie :) ( no cóż ma w sobie klasę z pazurem :D a maquillage choć trzyma koncepcję mojego ukochanego różu to niestety ale na szmince opakowanie wygląda nutkę bardziej kiczowato ( zwłaszcza jak popatrzycie na Cofret :D


Kolejnym moim Berdeverowym zaopatrzeniem "spoza oferty" były eyelinery z Sailor Moon xD Yhmm... wychowałam się na tym :D i zawsze chciałam być jak Usagi  ;D . Są dla mnie szczególne , bo oprócz tego że faktycznie wyglądają jak magic make-up to jeszcze są bardzo precyzyjne w swoim działaniu , ale o nich opowiem przy okazji posta o Czarodziejce z Księżyca , bo taki post też szykuję :D


Czy mamy fanów Hello Kitty na pokładzie ? hahaha po co pytam, a ja to coo :D i ta gimbazowa odpowiedź < A TY TO PIES!> xD . Uwielbiam te kultowe tekściki , które na zawsze wżerają się w pamięć i potem wywołują uśmiech na twarzy . <TYLKO NIE W SZCZEPIONKĘ!! > hahaha ( to był mój ulubiony :D


Kocie BB czyli Sana pore Putty to limitowana edycja z Hello Kitty na opakowaniu ( więc radzę się spieszyć z zakupem - nadal są w  regularnej Berdeverowej ofercie ale jak długo nie umiem powiedzieć, bo niestety ale limitowane opakowania mają tendencję do tego, że się szybką kończą ) . Dostałam taki pomarańczowy od Agi na święta i jestem pod wrażeniem i w ogromnym szoku nad poziomem krycia tego BB - ma identyczne jak pokład :) . Są dwie wersje opakowania , ale po otwarciu i zrobieniu swatchy odkryłam, że NIE SĄ TO 2 różne odcienie :D ( oba wpadają w pomarańczowe tony :D), a są to po prostu różne opakowania , bardzo interesującą recenzję na temat Sana pore zrobiła Fancy - jej recenzja <TUTAJ!> zapraszam do zapoznania się ( Fancy słynie z tego, że zmienia kremy BB i podkłady jak rękawiczki :D więc obeznanie z towarem ma :D . Kupiłam teraz 2 i jeszcze 2 z nowym zamówieniem bo są idealne <na prezent> no chyba nie myślicie że korzystam z 3 opakowań na raz :D



Kupowałam też tusz Fasio ( pisałam o nim poprzednio - TU! ) , bo jest tak genialny i rewelacyjny, że koleżanka z pracy poprosiła mnie o zakup dla siebie ( a że miała parę dni temu urodziny to prezent jak znalazł ^^) . Najczarniejsza czerń, gigantyczna trwałość - mrauuu lubię to ! :p Aga w prezencie dorzuciła drugi dla mnie w najnowszej wersji z wywiniętą szczoteczką , ale choć moja ciekawość walczyła , żeby OTWORZYĆ , to zdrowy rozsądek powtarzał < NIE RÓB TEGO!> hahaha i się udało , bo na szczęście ale Azjatyckie produkty rzęsolubne są pakowane w hermetyczne opakowania żeby nikt ich przed nami nie macał . I chciałoby się powiedzieć tylko <RAMEN!> ( czemu nie ma tak u nas? a potem przy -49% w rossmannie dostanie czegoś co nie macał cały dziki tabun oszalałych kobiet graniczy z cudem... )


Mówiłam Wam, że Aga mnie rozpieszcza? Tylko  1000 razy ? No co WY xD powtórzę to zapewne jeszcze milion xD ( Aga paczka dla Ciebie jest już prawie gotowa a wierz mi starałam się, żeby w środku było coś ciekawego i zaskakującego ;p - zobaczymy czy mi wyjdzie hihi xD . To prostokątne opakowanie maquillage to coś co mnie bardzo zaskoczyło, bo Aga mówiła mi że przyśle mi <próbkę> pudru w kolorze OC10 - tak jak mówiłam bałam się, że wszystko będzie <za jasne>, ale robi dokładnie to co wszystkie azjatyckie pudry <DOPASOWUJE SIĘ DO CERY UŻYTKOWNIKA> , do tego gąbka do aplikacji to po prostu BAJKA! jedno pacnięcie i cała twarz idealnie pokryta , bez nadmiaru i nie za mało ( wiecie moje pudrowe doświadczenia to mniej niż zeroooo o o ooo :D , ale kiedy widzę, że coś jest proste w obsłudze jak budowa cepa to od razu dla mnie znak <dasz radę dziewczyno> :D . Bardzo zaskoczyła mnie ta próbka bo szczerze mówiąc jak dla mnie to bardziej miniaturka produktu? Wiecie ile będę to zużywać? Nie ? No w sumie ja też nie xD hahaha . Wiecie pokusiło mi te cudo a jakże xD 


I ostatni mój Azjatyk...



Olej do demakijażu DHC. Znowu doznałam olejowego objawienia... Czasem tak jest, że życie lubi robić nam psikusy. Myślisz, że znalazłaś tego jednego jedynego , a tu kicha... Słuchasz podszeptu diabła ( Patrz Agiii xD , który mówi, że <poleca> , potem Ty kupujesz i przepadasz  xD . Uwielbiam BCL jabłkowy bo pachnie boskim jabłuszkiem, uwielbiam FANCL za bycie olejem bez oleju , i kocham DHC , bo kiedy go sobie aplikuję czuję, że mam na twarzy naturalny produkt. DHC na żywo wygląda jak oliwa extra virgin zapakowana w opakowanie po mydle. Ma oliwkowy kolorek, konsystencję oliwy i pachnie jak sos do sałatek xD . Czułam jakbym miała na twarzy sos włoski knora :D i robiłam się jeszcze bardziej głodna xD . Często olej z Hada-labo jest porównywany jako tańszy zamiennik DHC , ale teraz kiedy poznałam DHC zastanawiam się kto wymyślił to porównanie i dlaczego?  No bez jaj...To tak jakby ktoś mercedesa przyrównywał do fiata pandy xD . No ale jak wszyscy wiemy - <prawie robi bardzo wielką różnicę>


Następnym razem opowiem Wam o słodyczach rodem ze <zjadam japana> i Hello-gadżetach , które podesłała mi Aga , bo ten post i tak ma już długość <Mody na Sukces>  xD


Tak jak mówiłam szminki i eyelinery to moje prywatne zamówienie u Berdever , tego typu <koncert życzeń> można składać u Agi na adres : kontakt@berdever.pl . Berdever na pewno stanie na wysokości zadania  i będziecie megaaa zadowoleni :D

A i wiecie, że Aga reanimowała swojego bloga? zapraszam do Berdever :) - Aga i jej blog były jedną z dwóch przyczyn, które spowodowały moją Azjatycką miłość :D więc tym bardziej ZAPRASZAM <3 

Zachęcam Was do polubienie fb Berdever :) - tam często są promocje na produkty znajdujące się w sklepie i najwięcej pojawia się recenzji kosmetyków znajdujących się w nim :) No i co 100 like dostaje nagrodę ;))


LIFE IS BETTER WITH THE CAT!
Copyright © 2016 interendo , Blogger