SEKRETY URODY KOREANEK VS JAPOŃSKA REWOLUCJA PIELĘGNACJI SKÓRY Charlotte Choo czy Saeiki Chizu?
4/16/2016
20 Comments
ASIAN LOVE
,
AZJATYCKA PIELĘGNACJA
,
BERDEVER
,
CO OSTATNIO PRZECZYTAŁAM
,
K-BEAUTY
,
LIFE STYLE

Tak jak mówiłam kiedyś całe lata świetlne temu ;p pora na porównanie dwóch Azjatyckich pozycji dotyczących pielęgnacji skóry.
Zacznę od "Sekretów urody Koreanek" Charlotte Cho, bo tę pozycję znacie praktycznie wszyscy ;) .
Żeby było śmiesznie książka wyszła w okresie kiedy nie byłam za bardzo przy kasie i mocno zwlekałam z zakupem - aż w końcu Inga B. zlitowała się nade mną i sprezentowała mi mój własny egzemplarz ;p . Dlatego przeczytałam z ciekawości po drodze praktycznie każdą recenzję książki, która wpadła mi w ręce. I wiecie co?
Dobrze, że przeczytałam ją sama :D
Książka bardzo mi się podobała :D Podoba mi się cała historia, którą prezentuje Charlotte , zabawne ilustracje i takie krytyczne spojrzenie na własną osobę .
Podobały mi się opisy zwyczajów , potraw i wszystkiego co Charlotte uznała za stosowne, żeby przedstawić czytelnikowi.
Mój ulubiony rozdział? Ten o filtrach przeciwsłonecznych. Chłonęłam też jak gąbka informacje na temat popularnych firm kosmetycznych w Korei oraz produkty, które polecała Charlotte :D ( tak na przyszłość xD hihi
Charlotte przedstawia koreański świat kosmetyczny bardzo konsumpcyjnie - podkreśla, że dla Koreanek coś takiego jak wierność jednej marce NIE istnieje , a trendy w pielęgnacji zmieniają się z prędkością światła - tak jak i produkty . Ciągle prezentowane są nowe składniki "na topie" im dziwniej tym lepiej :D. W końcu Korea jest najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem kosmetycznym.
Pielęgnacja i bycie Ulzzang ( Piękni Ludzie) jest tam bardzo silne i zakorzenione już od dziecka, kontynuowane jako rodzinne tradycje ( tak jak spa-łaźnie - swoją drogą szkoda, że u nas czegoś takiego nie ma :D , egzotyczne ( dla nas ) tradycyjne posiłki.
Czytając miałam trochę wrażenie , że najważniejsze jest żeby mieć kosmetyków dużo i trzymać się określonego schematu ich dawkowania :p ( tak tak słynna 10-etapowa pielęgnacja moi mili państwo :D lub wręcz bezustannie wypróbowywać nowych innych, jeszcze lepszych.
Harder, better, faster, stronger....
Chizu Saeki prezentuje trochę inny punkt widzenia w tematyce pielęgnacji. Chizu przez lata pracowała dla wysokopółkowych marek - Dior, Chanel itp. zna przemysł kosmetyczny od podszewki i wbrew pozoru nie stawia na marki luksusowe.
Dla Chizu najważniejsze jest.... Slow motion :D
To znaczy uważa, że odrobina czasu poświęcona swojej skórze może zdziałać cuda. Dla niej nie są najważniejsze produkty , ale to JAK ZOSTANĄ ZAAPLIKOWANE. Masaż , odpowiednie ruchy, nacisk na skórę , kierunek palców - to wszystko jest bardzo ważne.
Ruchy palców mają zmniejszać napięcie mięśniowe, ułatwiać przepływ krwi i odpływ limfy , dzięki czemu skóra ma być lepiej dotleniona i chroniona przed obrzękami oraz nieestetycznymi zmarszczkami.
Chizu uczy kobiety jak być samowystarczającymi Zosiami Samosiami - Spa można mieć zawsze ze sobą w swoich rękach :D ( umiesz liczyć licz na siebie)
Pierwszy rozdział trochę przypomina ten Sekrety Urody Koreanek , bo Chizu opisuje podstawowe produkty, które powinny być wykorzystywane w codziennej pielęgnacji - na zdjęciach są "przykładowe", które można użyć - akurat wyglądały bardzo zachodnio ( estee lauder, clinique, nars , bobby brown) co szczerze mówiąc średnio mi się podobało, bo na pierwsze słowa rozdziału mówią, że Chizu nie stawia na marki selektywne xD, ze względu na to , że ciężko być im wiernymi ze względu na cenę i dostępność... Srsly? Estee Lauder nie jest wysokopółkowa? O mamo....
Później książka bardziej mi się podoba ze względu na to , że Saeki stawia na masaże opisując wszystkie techniki ze zdjęciami krok po kroku , przedstawia odpowiednie techniki nakładania produktów , aby wzmocnić ich działanie i pokazuje też jak stworzyć własnego mask sheeta .
Chizu przekonuje kobiety, że wszystko to co robimy pracuje na przyszłe wersje "nas" , bo komórki organizmu odnawiają się co 3 miesiące i praktycznie po tym okresie jesteśmy już "nowe my" - zarówno w tę lepszą jak i gorszą stronę.
Swoją drogą mam wrażenie , że to prawda jak się nad tym zastanowić - zauważyłyście, że najbardziej spektakularne "metamorfozy" zajmują właśnie tyle czasu?
Obie książki podobają mi się i każda z innej przyczyny. Charlotte napisała wszystko z perspektywy mojej rówieśniczki, dziewczyny, która przedstawia swój punkt widzenia i prezentuje swoją wizję świata. Podobał mi się jej styl pisania i prezentacji , a także to , że wszystko ujęła bardzo zgrabnie i nawet ktoś kto nigdy nie miał styczności z Azjatycką pielęgnacją nie będzie mieć problemu z przyswojeniem sobie tej wiedzy. Zgadzam się z jedną opinią, że nie wszystkie tematy zostały do końca wyczerpane i książka prosiłaby się jeszcze o kontynuację.
Książkę Chizu Saeki Berdever wysłała mi w prezencie urodzinowym ( bo w sumie bardzooo chciałam ją dostać <3 . I bardziej powiedziałabym, że ta książka to level hard pielęgnacji. Autorka od dawna nie jest dziewczyną i opisuje wszystko z pozycji kobiety dojrzałej , która techniki pielęgnacji wypracowała sobie sama . Język nie jest już taki lekki , bardziej rzeczowy i stonowany , czuć przebijającą się przez niego mądrość życiową i doświadczenie. Książka choć o połowę cieńsza zawiera więcej rzeczowych faktów i odnośników do "naukowych faktów" . Tematyka masażu jest opisywana bardzo szczegółowo i zwięźle co nie daje uczucia znużenia.
Szczerze? Chcę jeszcze .... :D Widziałam u Azjatyckiego Cukru na filmiku książkę makijażową Pony <3 ( o mamo chcęęęę!!! )
Jeżeli macie coś jeszcze ciekawego do polecenia w tej tematyce dawajcie śmiało :D
LIFE IS BETTER WITH THE CAT!
